Marian Chomyak
„O, panie Potocki, synu wojewody,
Utopili twoją żonę i twoje dziecko…
Z pieśni ludowej
Tragedia Gertrudy Komorowskiej (często – Chrystyny Komorowskiej) w kronice dramatów rodów szlacheckich ziem ukraińskich należy do najsłynniejszych. Została uwieczniona w słynnym polskim poemacie „Maria. Bajka ukraińska” (1825) Antoniego Malczewskiego (1793–1826), uważanego za twórcę „szkoły ukraińskiej” polskiego romantyzmu. Znany krytyk literacki Michał Grabowski powiedział kiedyś: „Gdybyśmy mieli tylko Marię i Grażynę (Grażynę), mielibyśmy już oryginalną literaturę”. Nierzadko „Marię” stawiano nawet na równi z „Konradem” i „Dziadami” Adama Mickiewicza.
Prawdopodobnie, gdyby nie wiersz Malczewskiego, Gertruda Komorowska zostałaby zapomniana. Nie od razu wiadomo było, że wiersz jest oparty na prawdziwej historii miłosnej i małżeńskiej Stanisława Szczęsnego Potockiego z Gertrudą Komorowską. Przynajmniej autor wiersza nigdzie się do tego nie przyznał. Fabuła utworu tak jednak rezonowała ze stosunkowo niedawną tragedią w życiu dwóch rodzin (o której niewątpliwie wiele mówiono), że nie sposób było jej nie zauważyć. Zwrócił na to uwagę w szczególności August Bielowski, który opublikował „Marię” we Lwowie w 1845 roku. Wydanie to, oprócz samego wiersza Malczewskiego, zawierało również autentyczne dokumenty dotyczące bohaterki literackiego arcydzieła. Do biografii Gertrudy wielokrotnie później powracano; dziś jest ona szczegółowo opisywana przez historyków i historyków lokalnych, odtwarzając wydarzenia z tamtych dawno minionych dni w najdrobniejszych szczegółach. Nie ominęli go także pisarze, w szczególności Józef Ignacy Kraszewski (powieść historyczna „Starzec z Bełza”) i Józef Kożeniowski (dramat w 5 aktach „Dmytro i Maria”).
Historia miłosna Szczęsnego i Gertrudy jest tak klasyczna, że wydaje się celowo wymyślona na potrzeby filmu melodramatycznego. Opiera się na małżeństwie młodego magnata z dziewczyną ze starej, ale zubożałej rodziny szlacheckiej. Komorowscy nie dorównali Potockim ani szlachectwem, ani bogactwem. Historia Gertrudy, ukazana przez pryzmat poetyckiego geniuszu Malczewskiego, jawi się czytelnikowi w klasycznym, tragiczno-romantycznym obrazie, lecz w rzeczywistości wydarzenia rozwijają się znacznie bardziej prozaicznie.
Informacje o losach Szczęsnego i Gertrudy zebrano z różnych źródeł. Jednym z najważniejszych była stara, oprawiona w pergamin księga zatytułowana „Dziejopis Monasteru Krystynopolskiego od RP 1766” , przechowywana we lwowskim archiwum o. Bazylianina. Księgę tę zainicjował i prowadził opat klasztoru o. Bazylianów w Krystynopolu (obecnie Czerwonogród), o. Korneliusz Sronczyński. Został on wybrany opatem (przeorem) klasztoru w Krystynopolu 27 marca 1766 roku i piastował tę funkcję przez dziesięć lat – do 24 września 1776 roku.
Kronika klasztorna o. Sronczyńskiego spisana jest po polsku i po łacinie. Oprócz informacji o życiu klasztoru zawiera wiele cennych świadectw o rodzinie Potockich i hrabiach Komorowskich z Suszna [1] . Jednakże w kronice zachowało się tylko kilka wzmianek o tragedii; kilka kart z kroniki, które szczegółowo opisują porwanie Gertrudy z Nowego Sioła koło Kulikowa i jej utopienie w Racie (dopływie Bugu) koło Sielca, zostało dosłownie wyciętych przez książąt Adama Ponińskiego i Karola Sierakowskiego oraz kilku innych przyjaciół Potockich. A niektóre inne informacje uzupełniono atramentem.
[1] Suszno (do 1989 r. – Suszne) – wieś na Ukrainie, w gminie miejskiej Radechów, w rejonie czerwonogradzkim, w obwodzie lwowskim.
Aby zrozumieć motywy działań bohaterów tragedii, powiedzmy kilka słów o rodzinach Potockich i Komorowskich. Franciszek Salezy Potocki odziedziczył (wydziedziczył) Krystynopol w 1724 roku; majątek ten pozostał w rodzinie do 8 marca 1781 roku, kiedy to jego syn Stanisław Szczęsny przekazał go Adamowi Ponińskiemu (później właściciele zmieniali się dość często). Współcześni nazywali Franciszka Salezy Potockiego Małym Królem Rusi, a Krystynopol jego stolicą. Należał do najbogatszych magnatów ówczesnej Polski, a w rodzinie Potockich był najbogatszy. W jego dobrach znajdowało się 70 miast i kilkaset wsi, w których mieszkało ponad 400 tysięcy ludzi. Dziesiątki osób szlacheckiego pochodzenia marzyło o wstąpieniu na służbę u Salezjana. Wymownym dowodem na to jest fakt, że marszałkiem na jego dworze był książę Włodzimierz Czetwertyński, a sekretarzem hrabia Karol Sierakowski.

Franciszek Salezy Potocki
Charakter Salezjana ukształtowały jego ambicje i ogromne majątki. W cytowanej już kronice klasztoru krystynopolskiego ojciec Sroczyński odnotował, że na twarzy wojewody kijowskiego stale gościła arogancja, a uśmiech rzadko można było zobaczyć. Dlatego nawet w kręgu rodzinnym nie mógł cieszyć się sympatią ( „Kontaktu z nim unikano z powodu jego pychy, arogancji oraz okrutnego i niepohamowanego charakteru. Gdy chodziło o realizację decyzji, nie wahał się użyć żadnych środków i mało dbał o ludzkie życie” ).
Wojewoda kijowski Franciszek Salezy Potocki marzył o zostaniu królem. Kiedy korona przypadła nie jemu, a Stanisławowi Poniatowskiemu, bardzo boleśnie odczuł tę osobistą porażkę. Od tego czasu Salezy ponoć stał się ponury i ekscentryczny, a jego magnacka arogancja stała się niesłychana. Świadczy o tym chociażby fakt, że gdy wojewoda zachorował na przeziębienie, wezwał na leczenie nadwornego lekarza cesarzowej Austrii Marii Teresy. Co więcej, chciał zatrzymać tego lekarza u siebie, oferując mu wyższą pensję niż ta, którą otrzymywał na dworze cesarskim (!).
Pierwszą żoną Salezjana Potockiego była wdowa po staroście baretowskim Mikołaju Cetnerze, Zofia Rzeczycka, z którą miał dwoje dzieci – Ludwika Józefa i Stefana. Zmarli oni podobno w dzieciństwie. Po raz drugi, po śmierci pierwszej żony, Salezjan ożenił się ze swoją krewną – Anną Elżbietą Potocką, córką wojewody poznańskiego Stanisława Potockiego, która wniosła mu w posagu ogromne majątki. Była kobietą niezwykle dumną, skrupulatnie przestrzegającą zasad etykiety, władczą i nieustępliwą w swoich decyzjach, nieumiejącą wybaczać. A jednocześnie miała też swoje kaprysy i bała się, że inni zauważą jej dziwactwa. Z wiekiem te cechy charakteru i oczywiste wady stawały się coraz bardziej widoczne.

Anna Potocka
Stanisław Szczęsny Potocki był jedynym synem swoich rodziców; miał cztery siostry. Dominująca natura matki nie mogła pozostać bez wpływu na niego. Praktycznie pozbawiony własnej woli zarówno w dzieciństwie, jak i w młodości, zmuszony do życia w świecie surowej etykiety, opinii i życzeń rodziców, dorastał smutny, małomówny i nieśmiały. Tęsknota za wolnością w młodości stawała się coraz bardziej nie do zniesienia. Rodzice jednak zaplanowali jego los. Ponieważ Salezjasz Potocki miał jedynego syna, a zatem tylko jednego spadkobiercę, starał się znaleźć dla niego odpowiednią pod względem statusu partnerkę. Gdy syn dorósł, wybrał nawet tę, którą chciałby widzieć jako swoją synową – Józefinę Mniszek.
Jakub i Antonina Brygida z Pawłowskich Komorowscy należeli do starej szlachty z dobrego rodu. Nie byli bogaci, liczna rodzina w żaden sposób nie przyczyniała się do wzrostu ich majątku. Komorowscy mogli konkurować z Potockimi pod względem szlachectwa krwi, a przynajmniej niewiele im w tym elemencie ustępowali (najsłynniejszym przedstawicielem tego rodu był Adam Ignacy Komorowski – arcybiskup gnieźnieński i prymas Polski. Posiadał on papieskie pozwolenie na noszenie rzymskiego purpurowego „legatus natus” i był kawalerem Orła Białego). Ich majątek, obejmujący kilka wsi, był jednak niepozorny na tle rozległych dóbr wojewody kijowskiego. Mimo to Jakub Komorowski i Franciszek Salezy Potocki byli sąsiadami. Relacje między nimi można nazwać życzliwymi. Komorowscy musieli niejednokrotnie odwiedzać Krystynopol, gdzie byli przyjmowani bardzo serdecznie. Ich wizyty u rodziny Potockich były dość oczywiste, ale dom magnacki nie pozwalał nawet ich synowi poślubić którejś z córek Jakuba Komorowskiego, nawet błyskotliwej Gertrudy.
Gertruda była jednym z ośmiorga dzieci Jakuba i Antoniny Komorowskich – miała trzy siostry i czterech braci (jednym z braci był Antoni Komorowski, dziedzic majątku w Sądowej Wisznie). Wszystkie siostry były piękne, ale Gertrudę uważano za najpiękniejszą. Panie Potockich przyjaźniły się z paniami Komorowskimi. Nie było jednak mowy o pokrewieństwie.
Stanisław Szczęsny poznał Gertrudę, prawdopodobnie w domu ojca. Młody magnat zakochał się szaleńczo w piękności, która zachwycała nie tylko urodą, ale także wyrafinowaniem i wykształceniem. Legalnie mogli się spotykać tylko w Krystynopolu, ale takie wizyty nie mogły być częste. Stało się to nie do zniesienia. Stanisław nie odważyłby się prosić rodziców o pozwolenie na wizytę w domu Komorowskich w Suznie. Dlatego uciekł się do takiego manewru: ludzie z dworu ojca, którzy mu współczuli, przekonali matkę, że syn potrzebuje hartowania i ruchu, charakterystycznych dla mężczyzny. Zgodziła się i pozwoliła mu odwiedzać posterunki strażnicze na granicach majątków. W 1770 roku w okolicach Krystynopola szalała „epidemia dżumy”, więc w miastach i wsiach zorganizowano straż, której pracę nadzorowali dworzanie Salezjana. Osiemnastoletni Szczęsny zaczął zwiedzać posterunki wartownicze, a podczas tych podróży odwiedził Susznię, gdzie zatrzymał się u Gertrudy. Towarzyszyła mu grupa osób, w tym ekonom dworu, hrabia K. Sierakowski.

Stanisław Szczenny Potocki
Oczywiście, te wyprawy w żaden sposób nie wiązały się z kontrolą posterunków w Suszni, należących do Komorowskich. Młody Potocki szybko jednak przekonał zarządcę i tak rozpoczęły się regularne, potajemne wyprawy do domu ukochanej Gertrudy. O ile Szczęsny początkowo podróżował jeszcze z opiekunem Sierakowskim, to później jechał sam.
Komorowscy zgadzali się na takie tajne wizyty. Być może w głębi duszy wierzyli, że takie małżeństwo jest możliwe. Wielokrotnie jednak pytali Szczęsnego o cel jego wizyt i radzili mu ich zaprzestać. Podobno, biorąc pod uwagę status Potockiego, zwracali się do młodego magnata z dużym szacunkiem. W pewnym momencie Szczęsny przyznał, że planuje poślubić Gertrudę.
Do dworu w Krystynopolu dotarły pogłoski o wizytach Schasnego u Komorowskich. Wojewoda nie przywiązywał do tego żadnej wagi. Prawdopodobnie uznał to za młodzieńczy szał, który wkrótce miał minąć. Dlatego Salezjusz udawał, że nic nie wie i zakazał swoim ludziom w ogóle o tym rozmawiać. W ten sposób jego matka nic nie wiedziała o wizytach Schasnego u Komorowskich.
W tym wypadku więc wina leżała nie tylko po stronie Komorowskich, którzy takich tajnych wizyt nie zabraniali, ale i po stronie wojewody, który dowiedziawszy się o wszystkim, zlekceważył honor i dobre imię sąsiadów, równych mu pochodzeniem.
Zbliżał się moment przełomowy. Schasny poprosił o rękę Gertrudy, jej rodzice zażądali zgody Potockich. Schasny odpowiedział, że jest posłuszny rodzicom we wszystkim, z wyjątkiem decyzji o ślubie. Oczywiście Komorowscy nie podzielali jego opinii. Opierali się przez osiem miesięcy i w końcu wyrazili zgodę.
Ślub był tajny, ale z zachowaniem wszelkich ceremonialnych zasad. Wcześniej, 18 listopada 1770 roku, zaręczyny odbyły się w Suznie. Od tego momentu do ślubu (26 grudnia, w innych źródłach 1 stycznia) minęło około 6 tygodni. W kontrakcie małżeńskim (umowie z 10 listopada 1770 roku) Komorowscy potwierdzili zgodę na taki związek, zaznaczając, że nie mogą się oprzeć uporczywemu pragnieniu Szczęsnego i nie chcą szkodzić szczęściu córki. Gertruda otrzymała 100 000 złotych polskich w posagu. Szczęsny ze swojej strony nie napisał nic żonie w kontrakcie – dokument pozostał pusty.
Ślub odbył się w cerkwi greckokatolickiej (wówczas unickiej) w Nestaniczach. Małżonkowie otrzymali błogosławieństwo od rzymskokatolickiego księdza z Dobrotworu Dłużniewskiego, który później został za to pociągnięty do odpowiedzialności. W kronice ks. Sronczyńskiego z 1770 roku odnotowano: „26 grudnia tegoż roku Szachtny Potocki, syn wojewody Salezjana i Anny Potockiej, potajemnie, bez wiedzy i zgody krewnych, wziął ślub w cerkwi w Nestaniczach z Krystyną Komorowską z Suzna. Wyszło to jednak na jaw”.
W rzeczywistości ksiądz Długoszniewski sprzeciwiał się i nie chciał pobłogosławić tego małżeństwa, powołując się na niedopełnienie pewnych formalności. Starał się za wszelką cenę uniknąć konfliktu z rodzinami Potockich i Komorowskich, a także oczywistej odpowiedzialności przed władzami duchownymi, dlatego zabrał klucze do kościoła i postanowił opuścić Dobrotwór. Jednak w obliczu zagrożenia dla siebie, uległ i przybył do Niestaniczi, aby udzielić sakramentów małżeństwa.

Gertruda Komorowska
Mimo tajemnicy, ślub nadal nie mógł odbyć się w całkowitej tajemnicy. Nadal trzeba było zapraszać gości. I nawet ze strony Potockich – wiadomo, że na uroczystość przybyła jedna z ciotek pana młodego.
Szczęście nowożeńców nie trwało długo, a i tak spotykali się tylko okazjonalnie. Od ślubu do momentu, gdy dowiedzieli się wszystkiego na zamku w Krystynopolu, minęły cztery tygodnie. Tyle trwał miesiąc miodowy Szczęsnego i Gertrudy Potockich…
Długo nie dało się ukryć małżeństwa. W końcu Komorowscy nalegali, żeby Szczęsny opowiedział im wszystko. Wkrótce wszystko wyszło na jaw w Krystynopolu.
Ojciec pierwszy dowiedział się o ślubie. Ponieważ matka była nieco słaba, nie powiedziano jej o tym. Salezjan początkowo nie powiedział synowi, że wie wszystko, ale w końcu się przyznał. Powiedział, że matka nic nie wie i poprosił syna o zgodę na rozpoczęcie postępowania rozwodowego, „jeśli nie chce wpędzić matki do grobu ”, obiecując, że hojnie wynagrodzi Gertrudę za rozwiązanie małżeństwa. Szczęsny był słabego ducha, gniew ojca przyprawiał go o drżenie, więc zgodził się na wszystko.
Wojewoda złożył również skargę do Konsystorza. Władze duchowne dopatrzyły się w działaniach księdza pewnych zachowań niezgodnych z formalnymi przepisami sakramentu i obrzędu. Za karę ksiądz Długoszniewski został skierowany na rekolekcje, które musiał odbyć w seminarium duchownym. Musiał również ubiegać się o dyspensę ab irregularitate.
Droga ta była jednak bardzo trudna. Do rozwodu wymagana była zgoda drugiej strony. Potoccy uważali, że takiej zgody nie otrzymają, więc jeden z krewnych doradził, aby synową porwano i umieszczono w jednym z klasztorów we Lwowie, gdzie najstarszym członkiem rodziny był krewny Potockich.
Początkowo planowano zaprosić Gertrudę do Kristinopola podstępem. Salezjusz przekonał syna, że z powodu braku wizyt Komorowskich (oczywiście Potoccy nigdy ich nie odwiedzili po ślubie), jego matka może coś podejrzewać. Dlatego też konieczne było ich zaproszenie. Wojewoda pokazał synowi odręcznie napisany list, w którym zapraszał sąsiadów, i poradził mu, aby napisał również list do żony, zaznaczając w nim, że jego rodzice, Potoccy, jeszcze nic nie wiedzą. Szczęsny się zgodził. Salezjusz nie wysłał swojego listu, ale zamiast tego wysłał do Suszny wóz zaprzężony w sześć koni z listem syna i swoim służącym Wilczkiem, który miał udawać, że to Szczęsny wysłał go, aby zabrał Gertrudę do Kristinopola.
Komorowski jednak domyślił się, że Potocki wie wszystko, więc nie dał się nabrać na taki podstęp. Zamiast tego wysłał posłańca do zięcia, który wrócił z ostrzeżeniem od Szczęsnego o planach. Po otrzymaniu potwierdzenia Gertruda oczywiście nie pojechała do Kristynopola. Komorowscy postanowili zabrać córkę do swoich majątków pod Lwowem.
Jeszcze zanim Gertruda opuściła Suszno, wojewoda po raz drugi uciekł się do podstępu – zaprosił Komorowskich i całą ich rodzinę do siebie na Ostatki. Później, w jednym z dokumentów procesowych, Komorowski przyznał, że nie ufał temu zaproszeniu i dlatego postanowił pojechać sam. Liczył, że w przyjacielskiej rozmowie w cztery oczy z Salezjuszem sytuacja zostanie wyjaśniona i rozwiązana. Najpierw jednak wysłał swojego posła. Służba wojewody dopadła go, by sprawdzić, czy nie niesie listu do Szczęsnego. Posłowi ostatecznie udało się uciec. Po tym incydencie Komorowski zrezygnował z zamiaru spotkania się z wojewodą.
Kontynuując próby wywabienia Gertrudy z domu, Salezjasz Potocki jednocześnie domagał się od syna podjęcia pewnych kroków. Na prośbę ojca Szczęsny sporządził manifest (dokument prawny), w którym stwierdził nieważność swojego małżeństwa, a żądany przez niego indult [1] – fikcję.
[1] Indult to zezwolenie wydane przez przedstawiciela władzy duchownej (np. papieża, biskupa), które umożliwia obejście przepisu prawa kanonicznego.
Pomimo faktu, że Salezjan spekulował na temat rzekomego braku informacji żony o ślubie syna z Gertrudą Komorowską, naiwnością byłoby sądzić, że Anna Potocka mogła długo nie wiedzieć o tym incydencie. W domu nic nie działo się bez wiedzy gospodyni. Tajemnice bardzo szybko traciły na znaczeniu. Niemal każdego wieczoru nadchodziła godzina „powszechnej spowiedzi” – tak pisano w jednym z listów o Annie Potockiej, która po kolei wzywała nabożeństwo i pytała, kto z kim i o czym rozmawiał. Wersja tajemnicy od matki była zatem korzystna, aby zapewnić sobie dodatkową przewagę nad Szczęsnym w manipulacji. A Anna Potocka chętnie grała w tę grę.
Tymczasem sprawa stanęła w miejscu. Ponieważ nie można było podstępem zaprosić Gertrudy do Kristinopola, Potoccy postanowili posłużyć się w tej sprawie osobą winną zawarcia tego fatalnego małżeństwa. Był to zarządca Szczęsnego, który towarzyszył mu w podróżach i tolerował te potajemne wizyty w Susznej, Karol Sierakowski. Wojewoda, jak widać, bez wahania ani na chwilę, bezwstydnie posłużył się argumentem winy Sierakowskiego. Salezjusz rozkazał mu zabrać ze sobą pewną liczbę ludzi, wozów i koni i udać się do Susznej, a tam otoczyć dziedziniec i pojmać Gertrudę dobrowolnie lub siłą. To znaczy, zaproponował, aby dokonał napadu rabunkowego na majątek sąsiada. Sierakowski jednak padł na kolana przed wojewodą i oświadczył, że gotów jest poświęcić życie, by wypełnić rozkaz swego pana, ale nigdy nie wejdzie jako wróg i rozbójnik do domu, w którym został tak gościnnie przyjęty.

Gertruda Komorowska
Salezjusz nie sprzeciwił się takiemu wyznaniu sługi, a nawet wynagrodził Sierakowskiego za szczerość – wsypał mu złoto do tabakierki. Jednocześnie poprosił o zachowanie tej rozmowy w tajemnicy. Tak niezwykła łagodność pana wydała się Sierakowskiemu bardzo podejrzana. I tak następnego dnia, o świcie, osiodłał konia i uciekł z Kristinopola. Można sobie tylko wyobrazić, jak rozgniewał się wojewoda, gdy dowiedział się o demarche sługi. Rozkazał wyrzucić z pałacu i spalić wszystkie rzeczy Sierakowskiego.
Wątpliwości co do rabunku nie opuszczały wojewodę kijowskiego. Zaczął szukać innych wykonawców swojego planu. Zachowywał się jednak ostrożnie. Salezjusz nie namawiał ludzi osobiście i ich nie wysyłał. A publicznie, wielokrotnie, celowo podniesionym głosem, tak aby wszyscy mogli usłyszeć, powtarzał, że ma tylu ludzi i że wszyscy dobrze wiedzą o jego kłopotach, ale nikt nie potrafi mu doradzić i pomóc zamknąć tego „awanturnika” w klasztorze. Skargi wojewody nie pozostały długo bez odpowiedzi.
Chęć rozwiązania problemu wojewody (za hojną nagrodę, oczywiście!) wyrazili dowódca kozaków dworskich, Aleksander Dombrowski, i stajenny Wilczek. Wzięli na pomoc niejakiego Grabowskiego, dwóch Żydów – Abramka Jodkę i Wolfa Szmujłowicza, a oprócz tego oddział kozaków dworskich i ruszyli w pogoń za Komorowskimi.
W tym czasie Komorowscy przeprowadzili się już z Susznej do Nowego Sioła pod Lwowem. Na ich podwórku było nieco ponad dwadzieścia osób. Sto pięćdziesiąt osób podążyło za Gertrudą z Kristynopola…
13 lutego 1771 roku grupa ludzi napadła na dwór Komorowskich w Nowym Siole i porwała Gertrudę. Stało się to w Środę Popielcową o godzinie 22:00 (w kronice księdza Sronczyńskiego: „13 lutego nieznani ludzie napadli na dwór w Nowym Siole koło Kulikowa, porwali Krystynę Komorowską i zabrali ją nie wiadomo dokąd ”). Napastnicy posmarowali sobie twarze sadzą i podali się za rosyjskich Kozaków, którzy rzekomo szukali konfederatów, ściganych w tym czasie w bliższej i dalszej okolicy. Otoczyli dom, a kilku z nich, ubranych w zupełnie dziwne stroje, wpadło do pokoju, w którym siedzieli Komorowscy z córką. Aby zastraszyć właścicieli, oddali kilka strzałów – później, gdy już trwała rozprawa sądowa, kule te wyrwano ze ścian. Napastnicy zaczęli bić służbę domową; Komorowskim udało się ukryć w sąsiednim pokoju. W ich kierunku padły strzały – kula przeleciała tuż obok głowy Jakuba Komorowskiego. Jeden z przyjaciół Komorowskich, Łukasz Tzaskowski, który w tym czasie przebywał w Nowym Siole, zatrzymał rabusiów przy drzwiach pokoju, w którym ukrywali się Komorowscy, ale nie na długo. Napastnicy wyważyli drzwi i pobili Tzaskowskiego karabinami. Nawet Antonina Komorowski, matka Gertrudy, została powalona na podłogę i próbowała ją pobić, ale Tzaskowski przykrył ją swoim ciałem. W końcu napastnicy zauważyli Gertrudę ukrywającą się pod łóżkiem.
Nieszczęsną Gertrudę wyprowadzono z domu bez futra w mroźną pogodę. Była w ciąży, ale służba Potockiego nie zwróciła na to uwagi. Wsadzono ją na saniach, gdzie przygotowano pierzyny i poduszki. Miały one nie tyle chronić ją przed mrozem, co powstrzymać przed krzykiem. Sanie ruszyły galopem, ale wkrótce przed napastnikami pojawiła się nieoczekiwana przeszkoda. W lesie pod Nowym Siołem natknęli się na wiele wozów ze zbożem, które powoli zbliżały się do podwórza. Nie było szans na ich wyprzedzenie na wąskiej drodze. Musieli więc czekać na przejazd wozów. Rabusie obawiali się, że Gertruda zacznie krzyczeć i błagać o pomoc, więc żeby jej krzyki nie zostały usłyszane, przyciskali jej do twarzy poduszki. W końcu wozy przejechały. Gdy droga była już przejezdna, rabusie Potockiego odkryli pod poduszkami ciało Gertrudy…

Gertruda Komorowska na saniach. Malarstwo Leona Wyczulkowskiego, 1883.
To była straszna porażka. Przerażeni Wilczek i Dombrowski zaczęli gorączkowo zastanawiać się, co zrobić. W końcu wybrali klasyczne rozwiązanie przestępców – pozbycie się ciała. Zaprowadzili uduszoną Gertrudę nad strumień w pobliżu wsi Rekliniec (powiat żółkiewski), wycięli w nim dziurę i wrzucili ciało pod lód (według innych źródeł, do rzeki Rati w pobliżu wsi Silets Belzky).
Z późniejszych dokumentów sądowych wynikało, że przywódcą bandy był pułkownik kozacki Ołeksandr Dombrowski, stajenny Wilczek, około 150 szlachciców oraz dwóch Żydów – Abramko Jodka i Wolf Szmujłowicz. Obawiając się, że ofiara zacznie krzyczeć, okryli ją piórami i futrami; nieszczęsna Gertruda udusiła się. Przestępcy zastanawiali się, co zrobić z ciałem ofiary, aby ukryć swój udział w zbrodni.
W drodze do Kristinopola przestępcy przejeżdżali przez wieś Sielec Bełzki (9 km od Kristinopola) i tam wrzucili swoją ofiarę do dołu pod lodem w rzece Racie (dopływie Bugu). Wiosną 1771 roku ciało nieszczęsnej Gertrudy wypłynęło na powierzchnię Bugu we wsi Konotopy za Sokalem i zostało tam tymczasowo pochowane. Były to dobra Potockich. Ciało miał odkryć zarządca tutejszego majątku Kossowski. Z opowieści (a o tym tragicznym wydarzeniu, trzeba przyznać, mówiono wiele) wiedział o tym, co stało się z córką hrabiów Komorowskich. Rozpoznał Gertrudę po zielonej chińskiej spódnicy. Wraz z klepiskiem (osobą, która pilnowała klepiska – obory dla bydła), zarządca wykopał grób i pochował ciało. Za to otrzymał od Potockiego hojną nagrodę. Dopiero w 1777 roku, gdy zakończył się proces Komorowskich z Potockimi i ci pierwsi otrzymali odszkodowanie, ciało Gertrudy przewieziono do Nowego Witkowa i pochowano w krypcie kościoła augustianów.
Zaraz po napadzie na dom Komorowskich w Nowym Siole Salezja i Anna Potockie zostały uznane za wspólniczki zbrodni. Śmierć Gertrudy na zawsze odmieniła życie na zamku w Krystynopolu. Szczęsny Potocki, dowiedziawszy się o śmierci żony, z rozpaczy próbował nawet popełnić samobójstwo. Rodzice wysłali go na długi czas za granicę ( „12 kwietnia Szczęsny Potocki, syn wojewody, opuścił Krystynopol ze swoim nauczycielem, księdzem Wilkiem, Piarem, szwagrem Brillem, doktorem MacPerlanem, doktorem Bisteckim i długotrwałą służbą za granicą z rozkazu ojca, aby zerwać wszelkie stosunki z rodziną Komorowskich z Suszna” ). Stopniowo zapominał o żałobie i Gertrudzie, a w jego późniejszych listach do Komorowskich nie ma nawet śladu niegdyś namiętnej relacji między młodymi ludźmi. Krążyły jednak pogłoski, że aż do śmierci nosił na piersi medalion z miniaturą Gertrudy. Został z nim pochowany.
Zatem to nie kościół, lecz zbrodnia dała Szczęsnemu rozwód (w Chełmie małżeństwo zostało uznane za „tajne” na konsystorzu, ale rozwodu nie udzielono). Oczywiście, dla Komorowskich, a także dla ówczesnego społeczeństwa w ogóle, los Gertrudy przez pewien czas pozostawał tajemnicą. Dombrowski i Wilczek pospieszyli do wojewody, aby przekazać mu straszną nowinę. W gniewie graniczącym z rozpaczą strzelił do Dombrowskiego i omal go nie zabił. Uspokoiwszy się, postanowił, że obaj przestępcy powinni się bezpiecznie ukryć, aby nie mogli go oskarżyć w tej sprawie. Wilczek i Dombrowski zamieszkali w jakimś miasteczku w dobrach Potockich pod zmienionymi nazwiskami, gdzie dożyli końca życia.
Aby nie wzbudzać podejrzeń, wojewoda wszczął proces w sprawie rozwodu Szczęsnego z Gertrudą. Salezjan nie powiedział żonie nic o śmierci synowej. Nie udało się jednak ukryć zbrodni. Mówi się, że znaczącą rolę odegrali w tym wrogowie Potockich, którzy skorzystali na tym incydencie. Wśród szlachty i magnatów pogłoski o rozbójniczym napadzie na majątek Komorowskich, porwaniu Gertrudy i jej tragicznej śmierci wywołały wielkie oburzenie. W szczególności wśród ambasadora rosyjskiego w Warszawie, Kaspara Salderna, i dowództwa wojsk rosyjskich, gdyż napastnicy starali się przedstawić wszystko tak, jakby rabunku dokonały rosyjskie oddziały wojskowe.
Proces Komorowskich z Potockimi trwał długo. Po stronie wojewody były koneksje i pieniądze, po stronie Komorowskich – opinia publiczna i wyrządzona im krzywda. Wojewoda natychmiast próbował załatwić sprawę pieniędzmi, ale bezskutecznie. Komorowscy nie chcieli targować się o krew córki. Szczęsny przebywał wówczas za granicą i jednocześnie prowadził postępowanie rozwodowe; mówiąc dokładniej, sprawę prowadzono w jego imieniu, a on podpisywał tylko to, co mu przyniesiono. Był bardzo pilnie obserwowany i chroniony, przede wszystkim po to, by nie miał kontaktu z Komorowskimi i by go nie porwali.
23 listopada 1771 roku, dzięki staraniom Komorowskich, Stolica Apostolska wydała dekret, który nakazywał rozpatrzenie sprawy rozwodowej w Rzymie. W tym czasie, czyli w dziewiątym miesiącu po śmierci córki, wciąż nie wiedzieli o jej losie…
Po pewnym czasie Anna Potocka miała dowiedzieć się o śmierci Gertrudy. Prawdopodobnie czuła się odpowiedzialna za wszystko, co się wydarzyło, przede wszystkim za czyny syna. Na początku stycznia 1772 roku zmarła. Tragedia córki Komorowskich przyspieszyła jej śmierć. Pogrzeb był bardzo uroczysty – uczestniczyli w nim arcybiskup lwowski Wacław Sierakowski, arcybiskup greckokatolicki Leon Szeptycki, arcybiskup ormiański Augustynowicz, biskup greckokatolicki chełmski Ryło, sufragan lwowski Głowiński, sufragan przemyski Stanisław Wykowski. W pogrzebie uczestniczyło 1026 zakonników, w sumie około 2000 duchownych. Anna Potocka została pochowana w krypcie kościoła bernardynów w Krystynopolu.
Salezjasz również podupadł na zdrowiu. Po przyjęciu Komunii Świętej wojewoda zmarł w Krystynopolu 22 października 1772 roku w wieku 72 lat. Pogrzeb odbył się dopiero 30 listopada. W swojej kronice ksiądz Sronczyński zapisał: „22 października zmarł wojewoda Salezjasz Potocki, fundator murowanego kościoła z klasztorem bazylianów w Krystynopolu i ich wielki patron, przeżywszy 72 lata. Siły wojewody słabły coraz bardziej po śmierci żony Anny; nie w ostatniej kolejności z powodu przykrej dla niego sprawy śmierci utopionej Krystyny z Komorowskich ” .
Przed śmiercią wojewoda podarował ojcu Sroczyńskiemu 6000 dukatów, tj. 108 000 zł, na budowę klasztoru, 192 000 zł na klasztor bazylianów w Humaniu i 50 000 zł na klasztor bazylianów w Strusiowie.
Szczęsny był już wolny od despotyzmu rodziców. Dwa tygodnie po śmierci wojewody Komorowscy zwrócili się do niego z prośbą o uwolnienie Gertrudy z klasztoru i powrót do małżeństwa. Nie wiadomo jednak, czy list dotarł do Szczęsnego, który wciąż przebywał za granicą. W styczniu 1773 roku Komorowski udał się do Lwowa, aby osobiście zapytać zięcia, czy zamierza zamieszkać z żoną i co się z nią stało. Rozmowa Szczęsnego z teściem trwała pół godziny. Rozstali się uprzejmie, wręcz polubownie. Szczęsny zapewnił zarówno Komorowskiego, jak i później jego przyjaciół, że nie wie, gdzie jest jego żona. Zapewnił ich również, że nie zamierza mieszkać z Gertrudą i będzie nadal nalegał na jego rozwód. W tym czasie bawił się we Lwowie. Szczęsny miał romans i planował ponowne małżeństwo. Tak hojnie obdarzył swoją nową ukochaną, że jej falbaniaste suknie były obszyte diamentami. Każdy krok spadkobiercy tak ogromnego majątku był oczywiście obserwowany i omawiany.
W rzeczywistości oboje – Szczęsny i Jakub Komorowski – wiedzieli o losie Gertrudy. Potoccy nie chcieli się do tego przyznać, ale Komorowscy chcieli, żeby faktycznie poznali prawdę. W końcu to oni wszczęli proces o zabójstwo córki jeszcze za życia wojewody Salezjana.
Galicja została przyłączona do Austrii, cesarz Józef II miał odwiedzić nowe terytoria. Komorowscy planowali złożyć skargę do cesarza. To zmusiło Szczęsnego do działania. Rozpoczął negocjacje z Komorowskimi: zaoferował im majątek wart milion w zamian za ich zgodę. Chcieli jednak również, aby Potocki publicznie oczyścił ich z zarzutu, że podstępem nakłonili go do poślubienia córki. Szczęsny nie zgodził się na to. Było to w lipcu 1773 roku. Miesiąc później Komorowscy wydali manifest, w którym publicznie i otwarcie oskarżyli wojewodę o napaść i zbrodnię, po raz pierwszy nie przyznając się jednak do wiedzy o losie Gertrudy. Szczęsny odpowiedział na ten manifest własnym (napisanym po polsku i francusku), w którym oskarżył Komorowskiego o zaniedbanie losu córki, chciwość, dosłowne polowanie na jego majątek i oszczerstwa. Pozwał ich do sądu, twierdząc, że zmusili go do małżeństwa i po prostu próbowali go oszukać. Rozpoczął się proces w sprawie napaści i rabunku.
Dzięki staraniom Komorowskich, we wrześniu proces został przekazany delegacji sejmowej i powołano do tego celu osobną komisję. Szczęsny protestował przeciwko komisji, starając się przenieść rozpatrzenie sprawy do Lwowa, gdzie łatwiej byłoby mu wykorzystać swoje koneksje i pieniądze. Jednak ani pieniądze, ani istniejące koneksje nie pomogły. Wówczas rozpoczął starania o wydanie córki kasztelana krakowskiego Mniszka za żonę.
Ostatecznie Potockiemu udało się różnymi sposobami przekonać Komorowskich do zawarcia pokoju. Sprawa została rozstrzygnięta dopiero po 4 latach (proces trwał od 1771 do 1774 roku). Porozumienie z Komorowskimi kosztowało Potockiego 700 000 złotych polskich, z czego 100 000 wpłacono 20 kwietnia 1774 roku, a resztę w dzień św. Jana. Jednak pomimo tego porozumienia proces był kontynuowany. Potocki najwyraźniej zapłacił tę kwotę, aby Komorowscy nie zostali dotknięci jakimiś bardzo irytującymi dla niego okolicznościami.
W końcu, 10 listopada 1774 roku, ogłoszono wyrok. Dombrowski, Wilczek i dwóch innych Żydów zostali skazani na śmierć. Wyrok zapadł jednak zaocznie, ponieważ wojewoda bezpiecznie ich ukrył. Dekret określał całą zbrodnię jako dokonaną z ich – rabusiów – inicjatywy. Za lekkomyślne przyjęcie do służby osób nieodpowiednich, Szczęsny został skazany na zapłatę Komorowskim 4000 hrywien w imieniu ojca. Komorowscy otrzymali majątki na pozostałą część uzgodnionej kwoty. W tym samym miesiącu ukazał się drugi dekret, który unieważnił poprzednie małżeństwo i pozwolił Szczęsnemu ożenić się.
Stanisław Szczęsny Potocki spełnił wolę ojca i 1 grudnia 1774 roku poślubił Józefinę Mniszek. Po rozbiorach Rzeczypospolitej Obojga Narodów przeniósł się do Tulczyna, który stał się częścią Imperium Rosyjskiego, i podarował Krystynopol księciu Adamowi Ponińskiemu. Trzecią żoną Szczęsnego (z poprzednią się rozwiódł) była Zofia Witte (na jej cześć założył słynny park „Zofiówka”), żona majora Jana Wittego. Była prawosławna. Ich syn Mieczysław przeszedł na prawosławie i przyjął imię Mychajło.
W polityce Szczęsny odegrał katastrofalną rolę dla Polski – został przywódcą konfederacji tyrgowiskiej. Wspomina o tym folklor ludowy:
„Polsko! Z jakiego ci do przyjdzie słysdeć żalem,
Sławny Szczęsny Potocki już joślin Moskalem”.
(„Polsko! Z jakim żalem musisz słuchać,
Sławny Szczenny Potocki już został Moskalem.
Stanisław Szczęsny Potocki zmarł w Tulczynie 15 marca 1805 roku. Jego ciało ubrano w mundur rosyjskiego generała i wystawiono na publiczne pożegnanie w kaplicy cmentarnej. W nocy ktoś zdjął z ciała zmarłego mundur rosyjski i postawił je w pozycji stojącej, opierając o ścianę kaplicy.
Literatura:
Kronika klasztoru mnichów bazylianów w Kristinopolis od jego założenia w latach 1768–1889. Opracował Vas. Czernieckiego, proboszcza parafii śląsko-belskiej // Zbruc. Tryb dostępu: https://zbruc.eu/node/34840 ; Gazety Kościelnej. Lwów, 30.IV.1939. R. XLVI. nr 18; Lecha. Tygodnik Ilustrowany. Poznań, 23 listopada 1878. RI nr 47. S. 374; Opiekun Domowy. Warszawa, 16 (28) Stycznia 1871. R. VII. nr 4. S. 30; Opiekun Domowy. Warszawa, 23 Stycznia (4 Lutego) 1871. R. VII. nr 5. S. 35-36; Opiekun Domowy. Warszawa, 30 Stycznia (11 Lutego) 1871. R. VII. nr 6. S. 43-44; Opiekun Domowy. Warszawa, 10 (22) Lutego 1871. R. VII. nr 8. S. 58-59.