Zinaida Chilikina
Po dość długiej nieobecności, 26 lipca 2022 roku, wróciłem na Ukrainę i po raz pierwszy znalazłem się w miejscowości Sudova Vyshnia. Ten lipcowy poranek był wypełniony szczególną ciszą.
Moja wizyta związana była z pałacem – rezydencją dawnych właścicieli majątku dworskiego.
Zmęczony podróżą, znalazłem przytulne miejsce pod rozłożystym drzewem po obu stronach boiska piłkarskiego, wyjąłem tekturowy pojemnik i zacząłem jeść śniadanie – przy śpiewie ptaków i hojnych promieniach słońca, które pod koronami drzew wcale mi nie przeszkadzały, wręcz przeciwnie, wydawały się życzliwe. Cisza była tak wszechogarniająca, że mimowolnie miałem wrażenie, jakby w ogóle nie toczyła się wojna…
Miejsce, które wybrałam, okazało się bardzo udane – stąd widać było zarośnięty pałac, zaniedbany park, halę sportową i kwitnącą (dosłownie!) rzekę. W takich chwilach pierwszego spotkania aż chce się marzyć. W mojej wyobraźni pojawił się magiczny park, luksusowy pałac i mnóstwo turystów. Taki obraz nie może nie inspirować, napawać nadzieją, że wszystko potoczy się tak, jak to sobie wyobrażam.

Ciepła ziemia, soczysta trawa i poczucie wewnętrznego raju… Wtedy pomyślałem, że Sudova Vyshnya powinna stać się miejscem, w którym marzenia i rzeczywistość będą mogły harmonijnie się połączyć…
Sudova Vyshnya pojawiła się w naszym życiu w momencie, gdy mój mąż zupełnie przypadkiem znalazł informację o sprzedaży Pałacu Marsowego na aukcji. Mieliśmy szczęście dużo podróżować i podczas tych podróży poznaliśmy bezcenne przykłady dziedzictwa kulturowego – zarówno na Ukrainie, jak i za granicą. Nie jest tajemnicą, że nasze podejście do dziedzictwa kulturowego bywa wręcz karygodne. A kiedy porównuje się, jak to robią „tam”, z tym, jak robią to „tu”, u nas, chce się to robić u siebie, tak jak powinno być, jak to jest w zwyczaju ludzi, którzy uważają się za cywilizowanych. Przypomniałam sobie luksusowe pałace i parki, które widziałam za granicą, i kontrast z Ukrainą był uderzający, serce mi zamarło z powodu okropnego stanu, w jakim wszystko się znajduje…

Zainteresowaliśmy się więc aukcją i zaczęliśmy szukać w internecie informacji o Pałacu Marsa. Natknęliśmy się na film, który pokazywał nie tylko ruiny rezydencji, ale także otaczającą ją rzekę i stary park. Muszę przyznać, że przyciągnęła mnie również sama nazwa miasta – Sudova Vyshnya. Jest w niej coś niezwykłego, romantycznego i starożytnego.
Pierwszą myślą, jaka przyszła mi do głowy w tamtej chwili, było – dlaczego nie posadzić sadu wiśniowego w pobliżu pałacu? W Japonii podziwianie kwitnącej sakury to tradycja, jedna z wizytówek kraju. My również mamy już własne „centra” sakury, ale dlaczego nie stworzyć niesamowitego sadu wiśniowego w Sudowej Wisznie? Wrócimy do tego pomysłu później…
Trzeba uparcie dążyć do swoich marzeń, ale czasem trzeba stawiać małe kroki. Pierwszym krokiem, jaki zrobiliśmy, było wzięcie udziału w aukcji i wygranie! Potem – nowe marzenia i fantazje – o pałacu, parku, rzece, z których część na pewno się spełni.
Wiele dni w naszym życiu mija bez śladu, ale jest też wiele takich, które na zawsze zapadają w pamięć. Takim dniem było moje pierwsze śniadanie w gronie świadków niezasłużenie zapomnianej przeszłości – Pałacu i Parku Marsowego.
