marspalace

„Żadna czarownica nie zdoła trzykrotnie obejść kościoła”

Wielkanocne wierzenia i przesądy z ziemi sądowowisznieńskiej na początku XX wieku

Praktyki ludowe, w tym wierzenia i przesądy, głęboko zakorzeniły się w tradycji świąt chrześcijańskich. Dziś zachowało się ich stosunkowo niewiele, jednak jeszcze sto lat temu ich różnorodność była imponująca, przede wszystkim ze względu na lokalne odmienności.

Kościół oczywiście od dawna występował przeciwko ludowej obrzędowości, która z chrześcijaństwem miała niewiele wspólnego. Szczególnie podkreślano szkodliwość rozmaitych wierzeń i przesądów, które zwłaszcza w praktykach związanych z leczeniem ludzi i zwierząt gospodarskich nierzadko prowadziły do przykrych konsekwencji. Pomimo stanowczych napomnień płynących z ambony ludzie nie rezygnowali z licznych przesądów, za pomocą których starali się wyjaśniać różnego rodzaju niepowodzenia, a niekiedy także pomyślne wydarzenia. Prawdziwą ostoją ludowej obrzędowości pozostawała bez wątpienia wieś, a niski poziom wykształcenia jej mieszkańców sprzyjał zachowaniu tych praktyk.

Bogactwo ludowych zwyczajów i obrzędów, ich niezwykłość, egzotyka, a niekiedy wręcz absurdalny charakter od dawna przyciągały uwagę badaczy. Interesowali się oni jednak przede wszystkim regionami, w których obrzędowość zachowała najbardziej wyraziste i oryginalne formy. Ziemia sądowowisznieńska pod tym względem nie miała szczęścia – etnografowie zaglądali tu stosunkowo rzadko. Odszukanie materiałów o wyłącznie lokalnym charakterze nie jest więc łatwe, choć pojedyncze wzmianki mimo wszystko się zachowały. Do najcenniejszych należy tekst opublikowany ponad 120 lat temu na łamach krakowskiego dziennika „Nowiny”, opisujący wielkanocne wierzenia i przesądy funkcjonujące wśród Ukraińców i Polaków w jednej z wsi położonych w okolicach Sądowej Wiszni. Choć materiał ten daje jedynie fragmentaryczny obraz miejscowych praktyk ludowych, stanowi cenny przyczynek do ich poznania i uzupełnia szerszy obraz obrzędowości tego regionu, który – mamy nadzieję – w przyszłości uda się odtworzyć pełniej.

Autor rozpoczyna swój opis od Niedzieli Palmowej. Po poświęceniu gałązek wierzby (tzw. baśki) gospodarz trzykrotnie uderzał nimi każde zwierzę gospodarskie, wierząc, że uchroni je to przed czarownicą, a zwłaszcza zabezpieczy krowy przed jej szkodliwym działaniem. Następnie każdy z domowników połykał jedną wierzbową bazię, co miało chronić przed bólem gardła przez cały rok.

W Wielki Piątek obowiązywał zakaz czesania włosów. Wierzono, że osoba, która złamie ten zakaz, po śmierci będzie miała szybko rozkładającą się głowę.

W Wielką Sobotę nie wolno było pożyczać nawet najdrobniejszych przedmiotów, gdyż uważano, że wraz z nimi pożyczający oddaje swoje szczęście na cały nadchodzący rok.

Włożenie wielkanocnej baby do pieca traktowano jako uroczysty obrzęd, podczas którego nikt poza gospodynią (i jej pomocnicą) nie miał prawa przebywać w izbie. Po poświęceniu baby gospodarz wkładał ją do worka, zarzucał go na ramię i trzykrotnie obchodził dom dookoła, aby zaraza oraz inne klęski zesłane z nieba nie miały do niego dostępu.

W poranek wielkanocny, podczas procesji obchodzącej kościół, najpoważniejsi gospodarze oraz starsi bractwa tworzyli swoisty „komitet” tropiący czarownice. Obserwowali kobiety i dziewczęta, pilnując, aby każda z nich trzykrotnie obeszła świątynię. Gdy procesja opuszczała kościół, wszystkie drzwi zamykano i otwierano je dopiero w chwili ponownego wniesienia krzyża. Według wierzeń ludowych w dzień Wielkanocy żadna czarownica nie była w stanie obejść kościoła trzy razy, lecz najwyżej raz. Gdyby bowiem obeszła go trzykrotnie, „skopec” – drewniane wiaderko z jednym uchem, które rzekomo nosiła na głowie – stałby się widoczny dla wszystkich. Uważano, że takie naczynie na głowach czarownic widzi jedynie kapłan, spoglądając przez okienko monstrancji, nie wolno mu jednak było ich w ten sposób demaskować.

Po porannym nabożeństwie wielkanocnym dziewczęta starały się jak najszybciej wrócić do domu. Wierzono, że ta, która dotrze pierwsza, jako pierwsza wyjdzie za mąż.

Istniało również przekonanie, że okruszki poświęconej baby wielkanocnej, wysiane zaraz po Wielkanocy, wyrosną na roślinę zwaną maruna. Roślina ta, odznaczająca się przyjemnym zapachem, miała stanowić skuteczne lekarstwo na silne bóle żołądka.

Poświęconych pokarmów surowo zabraniano spożywać po zachodzie słońca. Wierzono, że ten, kto złamie ten zakaz, zachoruje na kurzą ślepotę. Osobom cierpiącym już na tę dolegliwość zalecano natomiast zjedzenie poświęconego jajka nad studnią, w głębokim pochyleniu, co miało przynieść uzdrowienie.

W dzień Wielkanocy nie wolno było również przywoływać kur. Wierzono także, że gospodarz posiadający domowego ducha (uboże) powinien w dzień Wielkanocy założyć koszulę na lewą stronę; w przeciwnym razie duch ten, zamiast pomagać, mógł zacząć szkodzić. Krążyły również inne wierzenia. Aby mieć piękne konie, należało uszyć koszulę wielkości przeznaczonej dla rocznego dziecka, lecz pozbawioną jednego rękawa, a następnie wyrzucić ją na strych – wówczas miał pojawić się domowy duch. Od czasu do czasu zostawiano mu jedzenie, koniecznie niesolone. Uważano, że przez siedem lat obchodzi on dziewięć sąsiednich gospodarstw, przenosząc owies od cudzych koni do swoich. Po upływie tego czasu duch przemieniał się w diabła i nadal pomnażał majątek gospodarza, lecz już za cenę jego duszy.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to Top