marspalace

Lokalny historyk Roman Wojcicki: „W latach 70. nie widziałem niczego starego w Pałacu Marsowym”

Wszyscy w Sudowej Wisznie prawdopodobnie znają Romana Wojcickiego. Przez ostatnie kilkadziesiąt lat niestrudzenie i skrupulatnie gromadził różnorodne informacje o przeszłości swojego rodzinnego miasta i okolic. Posiada również ogromną kolekcję fotografii – zarówno starych, jak i współczesnych, wykonanych przez siebie. W końcu pan Roman jest głównym fotoreporterem współczesności Sudowej Wiszny. W wywiadzie lokalny historyk opowiedział nam o początkach swoich badań, o polskiej i żydowskiej przeszłości miasta, o której nie należy zapominać, o swojej znajomości z panią Krystyną Mars-Gawlikowską i wiele więcej.

– Panie Romanie, jest Pan mieszkańcem Sudovej Vyshny. Czy Pana rodzice byli mieszkańcami Sudovej Vyshny? Skąd pochodzą Pana przodkowie?
– Jeden dziadek i pradziadek urodzili się w Palatynacie w Austrii (Palatynat to kraina historyczna w południowo-zachodnich Niemczech, na południu kraju związkowego Nadrenia-Palatynat – red.) . Pozostali Pana dziadkowie pochodzą z Zagorodu – Kałużan – Darazhova i Mostu Książęcego.
– Z zawodu jest Pan elektrykiem. Można chyba powiedzieć, że historia stała się dla Pana hobby. Kiedy zaczął Pan interesować się historią swojego kraju? Czy jest jakaś konkretna data lub wydarzenie, które skłoniło Pana do zgłębiania przeszłości Sudovej Vyshny?
– Ukończyłem technikum kolejowe i pracowałem tam na kolei, zanim wstąpiłem do wojska. Następnie byłem elektrykiem, a od 1977 roku – nastawniczym. Uwielbiałam i nadal uwielbiam czytać książki historyczne, w których jest wzmianka o Galicji.


– Czy byli ludzie, którzy odegrali ważną rolę w Twoim zainteresowaniu lokalną historią? Czy ktoś zachęcał Cię do pracy w tym kierunku?
– W naszej dzielnicy Kałużany sąsiedzi – Zapototska, Bruczkowska, Czuczkiewicz itd. – zbierali się i wspominali przeszłość z moją mamą, a ja słuchałam, uczyłam się na pamięć i zadawałam dziecinne pytania, i to mi się podobało.
– Dziś prawie każdy mieszkaniec Sudowej Wiszni zna Cię jako lokalnego historyka. Jesteś znany daleko poza granicami Sudowej Wiszni. Pierwsze kroki w lokalnej historii muszą być trudne. Jak to było dla Ciebie? Kiedy zaczynałeś zbierać informacje o przeszłości miasta i jego mieszkańców, jak chętnie ludzie byli skłonni Ci coś powiedzieć, dzielić się z Tobą dokumentami rodzinnymi? Jak trudne to było?
– Na początku zbierałam informacje – dane o rodzinie, a podczas rozmów dowiadywałam się też o sąsiadach – urzędnikach państwowych, nauczycielach itd. – i to zapisywałam. Dokumenty, które posiadali nasi mieszkańcy, zawierały prawdziwe dane – nazwiska nauczycieli, księży, kapłanów itp. Ludzie mieli dokumenty – teraz prawie nikt ich nie ma.
– Bycie lokalnym historykiem w czasach sowieckich było trudne ze względu na zakazane tematy i ograniczony dostęp do archiwów i bibliotek naukowych. Jednak my, mieszkańcy Sudowej Wiszni, mieliśmy szczęście, ponieważ mieliśmy Tadeja Dmytrasewicza. Jednak interesował się on przede wszystkim historią społeczności ukraińskiej. Chyba nie byłoby przesadą stwierdzenie, że jest Pan pionierem w badaniu polskiej i żydowskiej przeszłości Sudowej Wiszni. Badając te zagadnienia, z kim musiał Pan się komunikować na przestrzeni lat, z przedstawicielami społeczności polskiej i żydowskiej (lub ich potomkami)?
– W czasach ZSRR T. A. Dmytrasewicz nie mógł zbierać informacji i pisać o księżach, kapłanach, rabinach. I nie mogłem też pisać uczciwie o ówczesnej sytuacji przedwojennej – o narodowościach, bo władze mogły to odebrać jako pochwałę ówczesnej sytuacji w mieście.
Co do rozmów z miejscowymi Polakami, a także naszymi (Polakami – red.) w południowo-zachodniej Polsce, nie było problemów i sporo notowałem. Od nich i od miejscowych Ukraińców robiłem też notatki o gminie żydowskiej – bo nie mieliśmy już ani jednego miejscowego Żyda. Dowiedziałem się też czegoś o Żydach – naszych – z internetu. Zamieściłem coś w internecie i były komentarze z Izraela i trochę od byłych Żydów – naszych w USA, tam też trochę się dowiedziałem.
– Miał Pan szczęście komunikować się z mieszkańcami Sudowej Wysznej – Polakami i Żydami, którzy opuścili miasto, a także z ich dziećmi. Teraz, jak widać, zostały im tylko wnuki i prawnuki. Czy interesują się historią miasta, skąd pochodzili ich przodkowie?
– Przyjaźniłam się z Genją Möller-Goldman z Londynu, która przyjechała tu i zatrzymała się u mnie. Pojechaliśmy z nią do Jaworowa i Bełżca, gdzie zginęli jej krewni. Rozmawialiśmy z nią o tym, że nie ma tu żadnych żydowskich pomników, a ona postanowiła z własnych pieniędzy ufundować tablicę pamiątkową na domu, w którym się urodziła i mieszkała, na domu, który jej dziadek kupił w XIX wieku. Teraz jestem w kontakcie z Leją z Izraela – jej babcia pochodziła z Sądowej Wiszni.
– W naszym kraju zdarza się, że pasjonaci, tacy jak Pan, zajmują się lokalną historią. Wpływa to zarówno na wybór tematów badań, jak i na możliwość zapoznania szerszej publiczności z wynikami Państwa badań dotyczących lokalnej historii. Czy na przestrzeni lat odczuwał Pan zainteresowanie i wsparcie dla swojej pracy ze strony władz lokalnych?
– Były mer Oleg Stankiewicz obiecał mi opublikowanie zebranych przeze mnie materiałów. A obecne władze nie wycofują się z obietnic Pana Olega! Ale wojna stoi na przeszkodzie…
– A jak wyglądają polskie instytucje i organizacje oficjalne – czy wykazywały zainteresowanie dziedzictwem kulturowym na terenie ukraińsko-polskiego pogranicza, czy wspierały lokalną historię? Czy miał Pan doświadczenie we współpracy z nimi?
– W Polsce działa organizacja „Pomoc Polakom na Wschodzie”, jej szef obiecał pomóc w jej wydaniu – ale zginął wraz z prezydentem i delegacją, która poleciała na uroczystości w Katyniu (Chodzi o katastrofę polskiego samolotu prezydenckiego w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r. W katastrofie zginął prezydent Polski Lech Kaczyński, szereg wysokich rangą urzędników państwa, osoby publiczne i przedstawiciele duchowieństwa – łącznie 96 osób, w tym 8 członków załogi – red.).
– Czy można powiedzieć, że zainteresowanie polskich instytucji oficjalnych i organizacji kulturalnych polskim dziedzictwem na pograniczu ukraińsko-polskim w latach 90. i na początku XXI wieku było bardziej żywe niż obecnie?
– Teraz jest duża współpraca w kierunku pomocy wojskowej dla Ukrainy i naszych obywateli, którzy wyemigrowali w 2022 roku.
– Sądowa Wisznia przed 1939 i po 1945 roku to różne światy. W okresie międzywojennym stosunek Ukraińców, Polaków i Żydów wynosił około 4:3:3. Po II wojnie światowej nie pozostał tu żaden Żyd, Polaków było bardzo, bardzo niewielu. Jak udało się Panu odnaleźć Żydów z Sudowej Wiszni (lub ich dzieci)? Którzy z nich odwiedzili Sudową Wisznię?
– Stosunek mieszkańców wynosi 5 – 4 – 3, ponieważ społeczność, kahał, obejmował również Żydów, którzy mieszkali – po 2 – 7 rodzin – w okolicznych wioskach. Bardzo niewielu Żydów odwiedziło nasze miasto i ich sztetl – nie więcej niż 2–4% przeżyło Holokaust, którzy mieli w pamięci straszne wspomnienia.
– We współczesnej Sudowej Wisznie śladem po Żydach jest jedynie tablica pamiątkowa na ścianie tzw. dworu. Z punktu widzenia zachowania dziedzictwa kulturowego to nie wystarczy. Zwłaszcza w świetle obecnie popularnych szlaków turystycznych do żydowskich miejsc pamięci, które powstają w wielu miejscach w Galicji. Co, Pana zdaniem, moglibyśmy teraz zrobić, aby należycie uczcić pamięć Żydów, którzy przez wieki mieszkali obok Ukraińców i Polaków w Sudowej Wisznej? Gdzie moglibyśmy mieć te miejsca pamięci?
– Na terenie Silhosptechniki znajdował się kirkut (cmentarz żydowski – red.), a przy drodze do młyna rośnie kilka drzew – i symboliczna macewa (nagrobek żydowski – red.) powinna tam stanąć. Poza tym w pobliżu młyna rozstrzelano wielu Żydów. Niedawno dowiedziałem się, że za Dmytrowiczem – na górze po prawej stronie – zamordowano wielu Żydów, a mieszkańcy wsi postawili tam krzyż. Ludzie pamiętają, że ziemia tam się poruszała przez dwa dni!
– Skoro mowa o wybitnych postaciach – opowiedz nam o tych Żydach, o których Twoim zdaniem powinniśmy pamiętać, opowiadając historię Sądowej Wiszni?
– W Sądowej Wiszni urodzili się znani rabini, zarówno w Polsce, jak i na świecie. Ojciec pisarza i artysty Brunona Schulza urodził się tutaj. Artysta Leon Weisberg również miał korzenie wysznijskie.
– Przejdźmy do polskiej historii Sądowej Wiszni. Społeczność polska w mieście jest bardzo mała. Ale nawet gdy była liczniejsza, na przykład w latach 90. ubiegłego wieku, nie wykazywała zainteresowania swoją przeszłością. W Sudowej Wyżnej mamy wiele pomników polskiej obecności, ale szerszej publiczności nazwiska znanych Polaków są praktycznie nieznane. Proszę wymienić tych, których powinniśmy uznać za znanych Polaków w historii miasta?
– Jest ich wielu. Na przykład o. Beniamin Ryziński – prowincjał OFM w Krakowie, s. Seweryna Ryzińska – przełożona „Ksenia” ss. norbertanek w Krakowie, płk Kazimierz Ryziński – redaktor warszawskiego czasopisma wojskowego „Bellona”, a w 1939 roku – szef sztabu obrony Lwowa. Tomasz Tychanowicz – miejscowy budowniczy.


– W Galicji do 1939 roku istniał majątek ziemski, w Mościszczyźnie znajdowały się dziesiątki majątków ziemskich, których właściciele w dużej mierze kreowali ówczesny obraz gospodarczy regionu. Jak ocenia Pan rolę dziedziców majątku Sudowa Wisznia – przede wszystkim Komorowskich i Marsów – w historii gospodarczej, politycznej i kulturalnej Sudowa Wisznia?
– Dziedzice mieszkali tu na stałe i reagowali na wszystko, co negatywne. Śmiało można nazwać dziedziców „władzą ludową”! Dziedzice dawali pracę mieszkańcom – zarówno rolnikom, leśnikom, jak i ceglarzom. Płacili dobrze. Dziedzice dawali dużo cegieł na budowę kapliczek, zarówno bezpłatnie, jak i za opłatą.
– Czy zna Pan osobiście Krystynę Mars-Gawlikowską, córkę ostatniego dziedzica majątku Sudowa Wisznia, Krzysztofa Marsa. Proszę opowiedzieć, jak się poznaliście? Co najbardziej zapamiętała Pani z wizyt pani Krystyny ​​w Sudowej Wiszni?
– W latach 1971–77 pracowałem jako elektryk w naszej szkole weterynaryjnej, a potem Krystyna Mars przyjechała z Warszawy i przyjechała do pałacu z dyrektorem Łużeckim – gdzie akurat wkręcałem żarówki. Pamiętam, jak Borys Fedorowicz żartobliwie powiedział Krystynie, że odda pałac za darmo, ale ona odmówiła, mówiąc, że nie ma funduszy na przywrócenie pałacu do stanu z 1939 roku. A potem poznałem K. Marsa. Pani Krystyna dużo opowiadała o rodzinie Marsów – o służbie w pałacu i pracownikach majątku, o gościach, którzy tu przyjeżdżali.
 Pałac rodziny Marsów leży w ruinie od połowy lat 90. Zaraz po pożarze nie był w tak opłakanym stanie jak teraz. Czy były wtedy jakieś próby renowacji? W końcu budynek znajdował się w bilansie miejscowej Szkoły Zawodowej i miał status zabytku architektury o znaczeniu lokalnym. Kto zainicjował takie próby renowacji?
– Po likwidacji szkoły technicznej byłem we Lwowie i rozmawiałem z historykami, a oni chcieli kupić ruinę, a opiekunowie zabytków (oczywiście chodzi o Towarzystwo Opieki nad Zabytkami we Lwowie – red.) chcieli ogromnej kwoty – żeby móc z otrzymanych środków wesprzeć zamki w Olesku, Złoczowie, Podhorcach i innych. Znajomi odpowiedzieli, że za takie pieniądze mogliby wybudować nowy budynek – piękniejszy i większy…
– Czy pamięta pan wnętrze Pałacu Marsowego przed pożarem? Co tam się zachowało – meble, obrazy itp.? W pałacu była duża biblioteka – jaki był jej los?
– Może po wojnie w Pałacu zostało coś przedwojennego! Po 1971 roku nie widziałem tam niczego starego. Książki zostały zniszczone – spalone w latach 1940–1941.
– W historii miast galicyjskich – wielonarodowych, a co za tym idzie, wielokulturowych – istniały różnorodne doświadczenia wzajemnych relacji. Jak ocenia Pan współistnienie Ukraińców, Polaków i Żydów w Sudowej Wisznej? Na ile można uznać panujące między nimi stosunki za tolerancyjne, a nawet przyjazne? Wszakże faktów wrogości było wystarczająco dużo.
– Do 1939 roku w mieście nie było konfliktów międzyetnicznych. Jest jasne – sąsiad kłócił się z sąsiadem o granicę, o kury i kozy. Kłótnie i konflikty toczyły się raczej w rodzinach…
– W historii każdego miasta i miasteczka są ludzie, obiekty i wydarzenia, które mogą być magnesem turystycznym. Pana zdaniem, które postacie, wydarzenia i obiekty z historii Sudovej Vyshny najlepiej nadają się do promowania jej przeszłości szerszej publiczności, do rozwoju turystyki?
– Mało kto wie, że nasz pałac jest najstarszy na Ukrainie, a nawet w byłym ZSRR! (Mowa o dworcu kolejowym w Sudovej Vyshnej – red.). Tutaj, w mieście, odbywały się sejmy generalne, o których można by mówić i mówić… Na cmentarzach pochowane są bardzo znane osobistości – oczywiście jest ich tu nieco mniej niż w Łyczakowie. Do miasta przyjechał również Iwan Franko! A także – dobry wojak Szwejk! Z budynków chciałbym zwrócić uwagę na magistrat i klasztor zbudowany przez Paolo Antonio Fontanę! I owczarnie, zniszczone, ale wciąż tam są.
 Opowiedz nam o swoich badaniach: o ile nam wiadomo, przygotowujesz książkę o historii Sudovej Vyshny. Jaki okres będzie ona obejmować?
– Od stworzenia świata do współczesności.
 Czy tekst Twojej książki jest już gotowy? To znaczy, kwestia finansowania publikacji pozostaje, prawda? Czy zwróciłeś się już z tym pytaniem do potencjalnych sponsorów – władz lokalnych, organizacji prywatnych lub osób prywatnych?
– Tekst nie jest w 100% gotowy, ponieważ nie ma powodu, aby go drukować. Zbieram dane…
 Badając przeszłość Sudovej Vyshny, zbierasz relacje mieszkańców miasta, poszukujesz materiałów w archiwach i bibliotekach, przede wszystkim lwowskich. Od wielu lat jesteś również znanym fotokronikarzem naszej społeczności. Ponadto posiadasz pokaźną kolekcję fotografii i innych zabytków materialnych. Niedawno przekazałeś do muzeum historii lokalnej w Sudovej Vyshnej stare modlitewniki, które mają 100-150, a nawet więcej lat. Opowiedz nam o swojej kolekcji. Z czego jesteś szczególnie dumny?
– Jestem filatelistą od dzieciństwa, mam znaczki nawet z XIX wieku. Mam kolekcję monet. Mam też kilka żydowskich pamiątek – z życia codziennego i religijnego.
– I ostatnie pytanie: Panie Romanie, Pana badania nad lokalną historią są w toku. Nad czym Pan teraz pracuje, czy jest jakiś temat, który Pana szczególnie interesuje?
– Nie da się omówić wszystkiego. Kończę pracę nad moim drzewem genealogicznym.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to Top